23.09.2010 Migrena

Pełna zdumienia, że znów udało mi się przeżyć, piszę, proszę państwa, szczęśliwie opuściwszy czeluści piekielne. Dopiero co. Jeszcze czuję na plecach niski pomruk bestii, jeszcze mnie przepełnia zapach siarki. Jeszcze mną ten przyśpieszony oddech wzburzenia, że tak bezlitośnie dostałam wpierdol – telepie.

Zanim się jednak zapadłam w to piekło, kpiarsko tlący się w lewej skroni nieznaczny ból potajemnie budził szatana, dając mu znaki aby mnie zabrał bezbronną w nocy – gdy jeszcze spałam. Obudziłam się zatem w jego szponach, by zaniechawszy wszelkich planowanych na dziś obowiązków, terminów, planów, przyjemności – spaceru z dzieckiem, zbierania grzybów, czytania Cegielskiego, słuchania muzyki, a także spotkania z przyjaciółmi – spędzić cały ten dzień na dnie Tartaru.

Na litość w przypadku tej jednostki chorobowej nie ma co liczyć. Na proszki – podobnie.  Wszelkie poszukiwania wyjaśnień, przyczyny – daremne. Lista czynników wywołujących migrenę jest tak długa, że można by zaryzykować przypuszczenie, iż chorobę tę wywołuje – chuj wie, co.

Poruszając się zatem w sferze domysłów – świat lekarski traktuje migrenę jako swoiste fiu bdźiu. Jest to choroba pańska, powiadają. Od tego się nie umiera. Z tym się da żyć. Co tam. Że połowę tego życia się spędza w malignie? Że połowę tego życia gryzie się z bólu poduszkę? Z tego połowę – wisi się z głową w kiblu?

Że każdy dźwięk tłucze na miazgę niby pneumatyczny młot obnażoną gąbkę mózgu? Fanaberia. Że światło przebija niczym igła – powieki?  Bądźmy poważni.

Błąkając się po przeróżnych adresach, gdzie tylko stwierdzałam na drzwiach wejściowych tabliczkę z neurologiem w treści – trafiłam wreszcie na szpitalną salę, by dowiedzieć się od lekarza, że „takie tam”, to jego żona też miewa, ech, kobiety

Piszę ten tekst nie po to, by dokopać lekarzom, nie po to też by wzruszyć czytelników, jaka biedna jest ta pani w czapce, i nie po to, by przekonać moich przyjaciół o powadze przyczyny kolejnej mojej absencji na spotkaniu literackim. Piszę to dlatego, że wyobrażam sobie jak mi się całkiem raźnie robi, gdy znajduję gdzieś podobny tekst i wiem wtedy, że oprócz mojej rozkapryszonej głowy jest gdzieś na świecie druga, a może i trzecia, a może i jest ich wiele, może nawet milion, albo dwa miliony, albo jakieś dziesięć milionów głów, w których plączą się podobne do moich – genetycznie zniekształcone tętnice i ta cała choroba to nie są pańskie fumy, ale rzecz całkiem poważna, skoro tak potrafi życie spierdolić.

Przy okazji chciałam pozdrowić mojego brata Piotrka, zwanego Whisky, który wcale nie jest ech kobietą, a jednak od dziecka się zmaga z demonem i to chyba jeszcze okrutniejszym od mojego.

5 comments

  1. jeepwdyzlu

    Moja Świętej Pamięci Babcia mówiła, że migrenę to ma królowa Anglii a Was chamy to najwyżej łeb napierd..a
    🙂
    a naprawdę – polecam jogę.. Jeśli nie próbowałaś..

  2. Dorota

    Moi domownicy już wiedzą, że jak mam migrenę – to bez kija nie podchodź. Ja też w końcu trafiłam do świetnej Pani neurolog, która zapisała nawet dość skuteczny lek. A migreny znam niestety od lat – nic tak nie wkurza jak one… Przychodzą znikąd i zostają na długo-nieproszone.

  3. Bartek

    Wygooglowałem „migrena to chuj”, wyskoczył mi ten link i jakoś lepiej mi się zrobiło. Choruje od kiedy pamiętam, a nie mam nawet dwudziestu lat. Na przerwanie ataku biorę Frimig i śmiało mogę powiedzieć, że to jest najcudowniejsza rzecz jaką stworzono.

    • Sylwia Kubryńska

      Bartek! Dziękuję! Nie znałam tego. Bardzo Ci współczuję, mój brat też chorował od małego dzieciaka, bardzo cierpiał, chyba bardziej niż ja. Wspieram w bólu jak mogę.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s