13.09.2010 Sen o dorastaniu

Latałam. Nie było to jednak takie latanie, jak do tej pory, bo do tej pory latałam „żabką”.  Tym razem jednak –  po dramatycznym runięciu w przepaść, naśladowałam nieco wyżej od płazów uplasowane w systematyce gatunki, mianowicie, nomen omen – ptaki.

Zdumiewające, że po tylu latach zarzuciłam niezawodny styl i weszłam na nieznane mi przecież tereny. Jeszcze dziwniejsze – ptasia technika „dała radę” i, szczęśliwie, nie rozbiłam się o skały.

Podejrzewam zatem, że od dziś będę latać w snach jak ptak, nie jak żaba, a to niesie za sobą kolejny wniosek. Przekroczyłam jakąś granicę. Granicę wieku.

Chociaż, skoro jednak uparcie fruwam we śnie – w moim umyśle najwyraźniej nadal rządzi rozbrykany, lecz nieco znudzony dzieciak wewnętrzny. Tyle, że właśnie ten dzieciak nieoczekiwanie postanowił nieco dojrzeć i, przelatując na drugą stronę przepaści, porzucił raz na zawsze formę bezbronnego płaza na korzyść drapieżnego kruka.

Nie wspomniałam wcześniej, ale szybowałam w towarzystwie wielkiego czarnego ptaka i, bez wątpliwości, to był kruk. Nie żadna wrona, ani kawka, ani gawron ani tym bardziej szpak, ale najprawdziwszy, najmądrzejszy ze wszystkich latających – kruk. Corvus corax.

Kruk nie jest pospolitym ptakiem. Rozpiętość jego skrzydeł sięga niemal półtora metra. Wielki, czarny, w tej czerni aż metaliczny, ciężki niczym jastrząb, majestatycznie szybuje z dala od miejskiego zgiełku. Czasem, jakby się bawił lotem, szaleje w swoich akrobacjach powietrznych, udając że spada w przepaść, by w ostatniej chwili poderwać się do lotu. Kruki łączą się w pary i tak można je zobaczyć – zawsze razem, we dwójkę – jak mnie i mojego kruka ze snu. A on prezentował się okazale, prężył się w locie, jakby rozumiał, że właśnie stał się gwiazdą, czarną gwiazdą mojego przełomowego snu o dojrzewaniu. Mój kruk śpiewał. A śpiew kruka jest charakterystyczny, niezwykły. Brzmi jak egzotyczne reco – reco. Niski, jakby drewniany i głuchy, a jednocześnie donośny, z wyraźną, gniewną nutą jest to głos.

Tak więc, wracając do tematu, moje wewnętrzne dziecko pogardziło dawną formą łagodności i zrzuciło ją niczym traszka swą skórę, przybierając kruczą postać. Ta postać w jednej chwili wzbudziła mój zachwyt i wiem, że od dzisiejszego poranka jestem już nieodwracalnie dojrzała.

Tym wnioskiem zamykam analizę snu, snu o lataniu i krukach, symbolach mądrości, niezależności i tajemniczej mocy w antagonizmie do naiwnej bezbronności kruchej żaby, którą oto, proszę państwa, już nie jestem.

Pozostaje mi cieszyć się swoją dojrzałością, tak długo, aż nie przyśni mi się, że nie latam już ani żabką, ani krukiem, tylko… samolotem.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s