03.09.2010 Kobiety są z Wenus, a mężczyźni…

Czekam na jakikolwiek sygnał, znak jeden, ślad pamięci, cała jestem czekaniem, naprężeniem, wpatrywaniem w wyświetlacz, w ekran. A tam martwa cisza, pustka. Siedzę w pracy jak mumia, zombie, nic nie mówię, nic nie jem, nie piję, nie czuję.

Jestem uosobieniem pokory, bezkresnej cierpliwości tybetańskiego mnicha, jestem owczarkiem niemieckim skupionym do skoku na komendę jednego pip – pipnięcia telefonu. Jeden cichy dźwięk dzieli mnie od zażegnania tęsknoty, jeden sygnał komórki i się skończy czekanie. Ale ono się nie kończy, trwa jak i ja trwam, nieruchomo, katatonicznie.

Od wczorajszej, pełnej niespełnionych pragnień nocy jakby wieczność minęła. Kilka godzin, ale długich straszliwie i straszliwie milczących. Każda minuta świdruje ciszą i ciszą kpi ze mnie w najlepsze. Tylko jedno pytanie przerywa tę ciszę, rozdziera ją jak tygrys antylopę, jak smutek człowieczy tęsknotę:

 Gdzie ty, do kurwy nędzy, jesteś?!

Ale on nie odpowiada. Milczy. Znikł. Diabli go porwali i tyle. Cyganie zabrali, do worka wsadzili, na drągu wynieśli. Przepadł. Tak, jasne. Przepadł. Diabli, cyganie. Prawda jest taka, że gdzieś beze mnie sobie w najlepsze jest. Że bez woli najmniejszej dla mnie litości, bawi się setnie. I nie odzywa się, bo nie chce. Nie tęskni. Nie myśli. Nie kocha! I, co najstraszniejsze: nie czeka! Nie czeka, jak ja – głupia, ja – bezwolna, poddana, ja – owczarek niemiecki, ja – suka niemieckiego owczarka!

Wracam znów do wspomnień, by odepchnąć bolesne porównania. I myślę, że przecież wszystko wybaczę, niech się tylko odezwie, odezwij się wreszcie, wróć! Nie wraca.

Ludzie biegają po biurze, telefony dzwonią, faksy krążą, a jego nie ma. Ktoś szturcha mnie, popycha, tłumaczy coś zawiłego, ktoś dokument pod nos podtyka, inny telefon podaje i kręci się świat skończony, skończony bez niego… I nagle esemes, mail, piszczy, świeci, jest! Napisał! Rusza zatrzymana na wiele godzin akcja serca, w tętnice wdziera się życie. W jednej sekundzie formułuje się w mojej głowie tysiąc myśli, przypuszczeń, wyobrażeń tego oczekiwanego tekstu. Moment sobie daję, przymykam oczy i zgaduję, co napisał. Może na przykład:

„Kocham”?

Albo mniej dosłownie:

„Uwielbiam”?

Nie, to niemożliwe, nie w jego stylu, w końcu to facet:

„Wstałaś, słońce?”

E, nie, jakieś rozmyte, może po prostu:

„Pragnę…?”

Zadziornie:

„…cię, małpo”?

Poetycznie:

Tak mi ciebie brak?

Figlarnie:

Całuję stopy?

Z patosem:

Królowo…?

I mail się wreszcie otwiera, a zdumiewające słowa jeszcze dygoczą po gwałtownej pocztowej podróży:

„Zerżnąłbym cię, mała, jak złoto”

6 comments

  1. Joszka

    Kobiety sa z Wenus, mezczyzni z Marsa… Ja chyba spadlem z Ksiezyca, ale osmielam wysunac teze, ze najwiekszym bledem Potegi Mocy bylo sprowadzenie jednych i drugich na Ziemie i ukierunkowanie ich ku sobie w splocie pragnien. Bo kobiety sa z Wenus, mezczyzni z Marsa, a ich relacje to zawsze bedzie wojna dwoch zupelnie obcych sobie cywilizacji. Hmmm, ale juz niedlugo, lesby i pedaly przywroca „naturalny kosmiczny” porzadek rzeczy 😉

    • Joszka

      Chcialbym dodatkowo wyjasnic, iz w moim komencie, zwykle pejoratywne okreslenia – pedal i – lesba, tegoz pejoratywnego zabarwienia nie posiadaja 😉

  2. Sylwia Kubryńska

    też jestem trochę „lesbą”, więc cieszę się niezmiernie z Twojego proroctwa Joszka

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s