24.08.2010 Sopot, Monte Cassino, Kebab (09.00 – 24.00)

Osman postanowił biegać. Nie po to, by chudnąć, chyba nawet nie z troski o zdrowie.

Coś każe mu każdego dnia rano, jeszcze przed pracą, jechać na sopocką plażę i biec wzdłuż brzegu. Może tęsknota? Może. Czuje wtedy zimny powiew na twarzy, słyszy pisk ptaków i wspomina sobie wybrzeże w Stambule. Jaka tam dzisiaj pogoda? Słońce? Gdyby tam był, czy też by dziś biegał? O tak. Na pewno. I biegnie.

Na początku jest euforia, poczucie wyzwolenia, wszechogarniającej radości bez powodu. A może i jest powód? Ot, choćby, piasek. Morze. Niebo, deszcz na twarzy.  Mewy. Wokół taka pustka, taka przestrzeń i tylko szum, jakby krew tłoczona przyśpieszoną pracą serca szumiała w żyłach, nie fale. Ale fale też, też cieszą, i ludzie, których Osman mija i którzy też biegną gdzieś w tę przestrzeń sobie tylko wiadomą, dla siebie odkrytą, przez siebie nazwaną.

Stambuł. On biegnie do Turcji, na most Mahmeda. Gdy już dobiegnie, stanie na środku i popatrzy z dala na dwa kontynenty. I na cieśninę Bosfor.

Ile ptaków! Ile okrętów! Ile ludzi…

Tak sobie myśli i tak sobie biegnie i rozkoszuje się wolnością. Potem zaczyna się zmęczenie. Powoli się wdziera w roztętnione skronie, w gardło drapiące od zimnego powietrza, w płuca bolesne od szybkich oddechów, w przeponę ściskaną nagłymi skurczami, w uda rytmicznie poddawane sile uderzenia w trach, trach – piach rozmoknięty bałtycką wodą. W piszczele obciążone ciężarem ciała, w stopy uwięzione w niewygodnych butach…

Euforia mija.

Ale tylko na moment, na chwilę, bo biegnie się przecież po coś ważnego, najważniejszego, czego nawet nie można nazwać. Więc: czy wolno mu się ugiać przed słabościami?

I zmęczone mięśnie przepełnia nowa siła, nowa energia, z którą dalej można lecieć.

Osman przebiega tak sześć kilometrów, przystaje i patrzy w morze. Liczy uderzenia serca, dudniące jak tętent kopyt, a to przecież tylko jego stopy z niewygodnych tanich butach tak biegły. Puls jest wysoki. Sto dwadzieścia na minutę. Czasem więcej. Serce jest małe, krwi dużo, więc dudni jak oszalałe. Osman daje sobie jeszcze chwilę. Niedługo, żeby nie zamarudzić, żeby nie stracić zapału. Stoi, patrzy na fale i postanawia: „jak ta dopłynie – lecę”. Fala uderza o brzeg – Osman odwraca się na palcach, unosi dłonie i posłuszny swojej obietnicy – zaczyna znów biec.

I wszystko powraca. Ale już inaczej, bo inne siły, inne mięśnie, inny oddech. Widok też inny. Wcześniej widać było molo, Klif Redłowski, zamglony półwysep… Teraz w szarym mglistym powietrzu majaczą żurawie.

Myśli też są inne. O wysiłku, który coraz ciężej podejmować. O satysfakcji, że taki wysiłek, choć ciężko, jednak podejmuje. O nagrodzie w postaci pospiesznego śniadania przed pracą w dusznym barze z kebabami. Tak, Osman jest teraz jak pies zgoniony, którego pragnienia skupiają się jedynie na smakołykach. Głodny. On jest głodny.

Jak cudownie jest być jedynie głodnym! Jak czyste jest to uczucie, jakie proste!

Czy on ma teraz w głowie jakiś smutek, zwątpienie, strach przed samotnością, przed kilkunastogodzinną pracą, przed powrotem do pustego domu? Jakiś choćby cień zmartwienia?

Czy odczuwa lęk o brata, samego w obcym mieście? O matkę?

Nic.

Tylko głód. I tym czystym uczuciem, tym głodem się karmi. I biegnie dalej, coraz głodniejszy, coraz lżejszy, coraz szczęśliwszy.

Jak już dobiegnie – a przecież nie będzie łatwo – będzie z siebie dumny.

Chociaż zasapany, zziajany, spieniony niczym koń. Wszystko ma mokre, nawet majtki. Pot kapie mu z czoła, spływa po nosie, leje się po klatce piersiowej. Osman dobiega do samochodu, przebiera się w pośpiechu z dresów w dżinsy, nakłada świeżą koszulkę, głośno oddycha zapominając o przechodniach…

– E, Rumun!

Osman odwraca głowę, widzi spieszącą na plażę grupkę młodych chłopców.

– A wiecie, czemu Rumuni wstają tak wcześnie? – ryczy jeden z nich. – Żeby się dłużej opierdalać!

4 comments

  1. jeepwdyzlu

    Niezłe gdyby nie błędy obnażające, że nie biegasz i nie gadałaś z kimś biegającym..
    Raz – euforia przychodzi nie najpierw, tylko potem. Dwa – jest się tak mokrym, że nie można BEZ PRYSZNICA przebierać się z dresów w cokolwiek.. Pamiętaj, że powinnaś pisać wiarygodnie.
    Pozdrawiam
    jeep
    ps. Puenty domyśliłem się w połowie. Niedobrze.

  2. Olga

    Miło się czytało, bo mieszkałam w Stambule przez trzy lata i tęsknię za Bosforem jak Twój Osman, ale nie ma możliwości, żeby pobiegł aż na środek tego mostu, bo od wielu lat jest on zamknięty dla ruchu pieszego – za dużo osób z niego skakało – chcieć się tam znaleźć to tak, jakby mieć myśli samobójcze. Zdarza się teraz, że ktoś jedzie samochodem do połowy, wysiada i hop przez barierkę. Raz w roku, jesienią, można przebiec się przez ten most z Azji do Europy w ramach maratonu, i ostatnio też jakiś facet wykorzystał to, żeby się zabić…

    • Sylwia Kubryńska

      To bardzo ciekawe, co mówisz, tym ciekawsze, że w ramach maratonu można tam pobiec jednak!
      Bardzo mi miło, że znalazłaś coś dla siebie w moim tekście, a jeśli nawet jest coś niemożliwego, od czego jest licencja poetica? Załóżmy że Osman wyobrażał sobie jak biegnie tam jesienią;)
      Pozdrawiam

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s