17.05.2010 Krótkie, majowe wakacje. (Dla Tatiany)

Opuściłam szereg i kilka godzin później wylądowałam na peronie, na którym wraz z rozdygotanym animatorem moich krótkich majowych wakacji – wyrosły konwalie. Wiosenny deszcz lał tak kategorycznie, że z miejsca zapomniałam o fryzurze. Zapominanie szło mi zresztą zadziwiająco łatwo, podobnie jak wspominanie. Tylko teraźniejszość przestała istnieć. Opuszczając szereg, opuściłam także obecną siebie i stanęłam w rozkroku między tym, co było, a tym, co ma się stać.

Pierwsza myśl: knajpa. Papieros na co dzień pogardzany jako szczyt gówniarstwa – teraz nagle wydał mi się niezwykle dekadencki i stylowy. Wbiłam się w kiczowatą, kolorową jak upierzenie papugi kieckę i porzuciłam wszelki dobry smak. W tym samym tonie łyknęłam niczym bocian żabę, kolejne piwo w przydrożnym barze.

Brodziłam w kałużach, śpiewałam żołnierskie piosenki po rusku i tak się o nic nie troszczyłam, że w końcu osiągnęłam poziom pozbawiony pionu. Oraz sensu. Na kawiarnianej serwetce szkicowałam obrazy, których przecież nigdy nie namaluję. Wiersze, których nie napiszę. Z luźno związanych w mojej głowie sentencji wysupływałam myśli i żonglowałam nimi bez skupienia nad butelką absyntu. Sobie byłam. Nie trwałam, nie przemijałam. Zanim nie odjechał mój ostatni pociąg – nie było przecież żadnego przemijania.

Telefonów nie odbierałam. O ile nie dzwoniły wspomnienia z czasu, gdy jeszcze miałam tak mało lat, że wszystko było wolno – jak w te majowe wakacje. Bo wtedy nie miałam pojęcia, ile mam lat i nic mnie to nie obchodziło. Wskoczyłam na najwyższą chmurę i patrzyłam rozbawiona na ten bzowy ogród, jakim nagle stał się świat.

Jeśli czasu nie ma, nie ma też przestrzeni, nie ma drogi, nie ma celu, no i, oczywiście, nie ma materii. Dopóki więc nie spakowałam wszystkich moich bambetli, papierów, dowodów, paszportów, dokumentów, identyfikatorów, sama się nie włożyłam do małej czarnej walizki na kółkach – nie miałam fizyczności. Byłam plazmą rozlaną w bezczasie, w geograficznym „Nigdzie”. Wszystko wydawało się możliwe, a jednocześnie nieprawdopodobne jak ten jadowicie zielony alkohol w czeskiej butelce.

I nagle, brutalnie obudzona przez konduktora, zmaterializowałam się.  Speszona, że taka rozsznurowana, bąknęłam: „przepraszam”. Już, już wracam. Jak zagubiony trybik wskoczyłam posłusznie na miejsce, by ponownie uruchomić zdumiony tą niewytłumaczalną przerwą zegar. Razem z pośpiesznym ekspresem relacji: „Nigdzie” – „Dom”, ruszył więc czas i pomknął w kierunku jedynego słusznego celu: do następnych krótkich, majowych wakacji…

5 comments

  1. Joszka

    Pani Sylwio, widze, ze wrociła Pani do swojej dobrej nuty lekkosci. Maj jest beztroski jak powab Pani piora. Po co komus dramatyzm. Zycie jest jak cala reszta mowi Woody Allen. Pewien skazany na Blusa, spiewal ze w zyciu piekne sa tylko chwile. Nie byl filozofem, ale tak jak Pani w swoim tekscie uchwycil „Carpe diem”. Tekst krotki ale dynamiczny, co sie ceni, nawet opisy noszace znamiona filozoficznych refleksji stanowia czesc biegnacej do przodu akcji. Bohaterka tekstu, w biegu, w nieustannej podrozy…podrozy do kolejnych wartych opisania chwil. Co do czasu, warto pomyslec o oderwaniu wydarzen od osi czasu, wyzwolic sie. Los bohaterki zalezy od niej, ona jest…jest po prostu, sama i dla siebie, nie dla czasu, nie dla ulotnosci, jest wieczna i niezmienna, zapisana w Pani pieknych literach

  2. Klaudiusz

    Zskoczyla mnie Pani po raz kolejny. Pozytywnie rzecz jasna Taka nagla zmiana tonu. Skok ze smutku codziennosci i zywej refleksji nad przeszloscia, ciagnaca sie jak flaki z olejem, przez ktore ciagle sie niesmacznie odbija do swiezej terazniejszosci, terazniejszosci czynnej, trwajacej, bedacej tu i teraz, bez zbednych dywagacji nad przyszloscia, bo po co, bohaterka porzucila czas. Bedzie albo nie i tyle.Dla bohaterki istnialo tylko teraz i to jest piekne. Kazda chwila jest nieprzemijalana, Pani powinna uczyc ludzi jak zyc, jak byc szczesliwymi. Bohaterka choc pozornie wraca do codziennosci, do czasu, to mam subiektywne wrazenia, ze wraca juz inna, jakby wolna i gotowa na wszystko, na kazdy nowy dzien bez zbednego bagazu.

    • Joszka

      Heh, Pani Sylwio, a gdzie napisalem „lekkość pióra”? Napisalem „powab” ;> Poza tym pisalem: „Maj jest beztroski jak powab Pani piora” a nie „lekosc piora jak beztroski maj”. I niech Pani nie pisze, ze nie widzi Pani zadnej roznicy. W moim porownaniu akcenty tresciowe rozkladaja sie zupelnie inaczej niz w Pani komentarzu do mojego komentarza. Pozdrawiam.

  3. Sylwia Strączewska

    „wrociła Pani do swojej dobrej nuty lekkosci. Maj jest beztroski jak powab Pani piora…” – nie wynika z tego lekkosc pióra? Widocznie nie zrozumiałam tego tekstu

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s