16.04.2010 Poszukiwany: Bóg

Tydzień temu samolot Tupolev TU – 154 lądując w Smoleńsku zahaczył o drzewo i runął w dół zabijając przy tym parę prezydencką i 94 inne osoby.

Jeszcze do tego wrócę.

Wczoraj skończyłam czytać Dziewczynę z Zapałkami. Lektura – szczerze – wyrwała mi serce i porozrywała na szczątki. Szczęście, że pod koniec książki udało mi się je skleić, bo dziś mam poprowadzić bardzo ważną prezentację.

Moja książka zaległa w czeluściach wydawnictwa i diabli wiedzą, co dalej. Najważniejsze, że idzie wiosna.

Ubrałam się więc w takie oto kolory:

– zielony (buty, spódnica)

– czarny (golf, płaszcz).

Po pierwsze, że jest wesoło, wiosennie, radośnie, po drugie, że jest smutno, żałoba i mrok. Sprzeczność ta wynika przede wszystkim z braku środków na zakup nowej garderoby i lepię tę sztukę „modową” najlepiej jak umiem. W porannym pospiechu i panice, że w końcu wpadnę w stupor i o 8:30, zamiast pojawić się w biurze – stać będę goła i bezradna przed moją rozbebeszona szafą.

Przed chwilą, ku mojej euforii zobaczyłam, że wkleili mnie na jednej stronie z A. J. Porozsyłałam to impulsywnie po ludziach, a ściśle do Ewy, Agi i Mikołaja. I jeszcze do Kogoś. Żeby sobie pomyślał. A On i tak pewnie nic sobie nie pomyśli. Powie tylko: „fiu, fiu”, i tyle. Co tam więcej mówić? Jestem tapetą w Jego pamięci, slajdem do przesunięcia – dalej. Koniec końców stałam się pstryk – klatką na Jego w przyspieszeniu wyświetlanej taśmie życia.

Siedzę w sali konferencyjnej, czekam na konferencję, a ludzie tupią wokół obcasami. Przyszedł jakiś brzuchaty ważniak, podał mi wyperfumowaną dłoń i moją Blue Lagune Salvatore Dali szlag trafił. W głowie natychmiast zalęgła się migrena. To niezwykłe, że fałszywy zapach zawsze wybudza tego bezlitosnego potwora. Potwór podnosi leniwie głowę, dźgając przy okazji jedną z moich skroni. Kolczatym grzbietem. Robi się znajomo, mdło.

Przyszedł Adam i powiedział, że z powodu tego Wawelu to go szlag ognisty trafił. I za to go lubię. Też za to, że ma fajne imię. I jest przystojny jak diabli. I inteligentny, oczywiście. Ale za Wawel ma plusa ekstra.

Zbierają się powoli wszyscy, sami faceci, cała masa garniturów i krawatów…

Nagle: afera! Wcięło gdzieś listę ofiar, a przecież ktoś tam chce na baczność odczytać! Czary. Zamieszczałam na stronie i nie ma. Jestem wykończona. Czuję się jak owca wśród wilków. Albo jak pliszka wśród kruków… Nomen omen, odezwała się czyjaś komórka śpiewem słowika.

Adam przewraca dokumenty, nawet na mnie nie spojrzy…

Prezentacja wyszła dramatycznie, bo się stojak z planszą rozsypał i trzeba było wszystko na ścianie wyświetlać. Ściana ma barwę żółtą. Spowodowało to zmianę kolorów na zdjęciach.

I tak: niebieskie, kwietniowe niebo zamieniło się w burą szmatę z jadowicie kwaśnymi chmurami. Wyglądało, jakbym pokazywała zdjęcia z kurdyjskich wiosek za czasów chemicznego Ali. Wychodzę stąd.

———————————————————————————————

Z ostatnich doniesień:

1. Lech Kaczyński poległ bohaterską śmiercią za Naród.

2. Zapylenie wulkaniczne może uniemożliwić przybycie prezydentów z całej galaktyki.

3. Nostradamus wszystko to dawno przepowiedział. I jeszcze to, że Ruscy znów na nas napadną.

Moje dziecko mówi w drodze ze szkoły: „Teraz możemy robić to wszystko, na co nie pozwalał nam prezydent”.

———————————————————————————————-

Koniec pracy. Weekend. Zamurowałam się w domu. Nakładam dresy i o niczym nie myślę.

Myślę. O tym, że muszę na pocztę jechać. Dziś jest ostatni dzień  złożenia jakiejś deklaracji o remanencie, do urzędu skarbowego. Nie mam pojęcia, co to za deklaracja. Dzwonię do księgowej. Patrzę na zegar. Za dziesięć piąta. Poczta do piątej.

Wskakuję na rower, pruję w szalonym zimnym wietrze po wyszczerbionym jombach. Spada łańcuch. W lodowatych podmuchach paćkam się tawotem, nakładam łańcuch, wskakuję, pruję…

Zdążyłam. Teraz, spocona jak mysz (moja matka tak mówi, nie wiem, czy mysz się poci?) siedzę za szybą, schowana od wściekłego wiatru, patrzę na zastygłe od miesięcy smugi na oknach. Jestem strasznie niedobrą gosposią. Nie, nie niedobrą. Złą.

Na poczcie dziad w kolejce przypomniał przepowiednie Nostradamusa.

Dał mi do myślenia.

Kiedy Manhattan płonął, też mówili o Nostradamusie i jego metalowych ptakach. Wszystko przez niego. Facet z brodą i wykrochmalonym kołnierzu wymyślił nam tragiczną przyszłość. Co go opętało? Czy faktycznie prorocy istnieją?

Ludzie żyją w świecie iluzji. Wyznaczają sobie kolejne etapy życia biorąc przypuszczenia za pewność. Pewne jest bowiem, że Bóg istnieje i chce od nas różnych rzeczy. Na przykład, żebyśmy stali każdej niedzieli przez godzinę w ceglanych budynkach z wieżą. Żebyśmy polewali świeżo urodzone, odziane w koronki niemowlęta, wodą.  Żebyśmy obiecywali różne rzeczy. Nie uprawiali seksu dla przyjemności. Żeby nasze dzieci opowiadały dorosłym mężczyznom za drewnianą kratą najskrytsze swe tajemnice…

W dniu, kiedy urodziła się Hania, zaczął znikać Bóg. Pomalutku, każdego ranka robił się coraz bledszy.

Przyśnił mi się holocaust. Czy też, raczej, Shoah.

Stałam z dwoma tysiącami ciasno upakowanych jak ziarenka kawy w próżniowej torebce, nagich, dygoczących z zimna ludzi, w komorze gazowej. Było strasznie cicho. I przeraźliwie szaro. Pamiętam, że nie było tam żadnych kolorów. Nawet czerni. Bieli – tym bardziej. Wszystko było szare. Szare twarze zastygłe w strachu nagle, chórem zaczęły się modlić. Dwa tysiące szarych twarzy wzniosły zgodny apel do Boga, zgodne wołanie o ratunek. Mijały minuty, oni wołali i czekali z tym wołaniem na ostateczność. Ostateczność wreszcie się pojawiła.

I, bynajmniej, nie była Bogiem. Przeciwnie. Zasyczała jak wąż. I miała kolor. Tak, nagle w tej szarej komorze gazowej pojawił się kolor. Jadowicie żółty, jak te chmury z dzisiejszej prezentacji.

Wtedy się obudziłam. I natychmiast uderzyłam w płacz. Płakałam potem jeszcze na wykładzie ze stosunków zagranicznych, następnie na spacerze z Mikołajem. On mi wyjaśnił, że mam pamięć genetyczną, że jakiś zagubiony chromosom mojej babki zaplątał się w słowiańskiej krwi i mam teraz retrospekcje podczas snów. Wtedy zrozumiałam, że nie ma Boga. No, może nie od razu na spacerze po Wrzeszczu, ale stopniowo ta świadomość spowijała mnie jak całun turyński, którego ostatecznie wrzuciłam do jednego wora z Nostradamusem. Boga nie ma. Nigdy nie było. Wszystko, czego nie rozumiemy jest zapisane w chromosomach. W kombinacji pięciu zasad komplementarnych, aminokwasów połączonych trzema wiązaniami w poplątanej strukturze kwasy dezoksyrybonukleinowego. Mój Bóg zyskał więc nowe imię: DNA.

I pojęłam wreszcie, jaki diabeł posłał mnie kiedyś na bioinżynierię. Nie diabeł. Bóg. Mój Bóg chciał, żebym zrozumiała jego istotę.

I tak, uwolniona od Boga Metafizycznego zostałam z miejsca obarczona poczuciem braku sprawiedliwości. Bo, do cholery, skoro tak, to gdzie, rany boskie, sprawiedliwość jest??? Nie ma! I nigdy nie będzie!

Poszłam do Szwagra, zapaliliśmy trawkę i powiedziałam mu o tej odwiecznej, beznadziejnej niesprawiedliwości. A on na to, że to wcale nie jest niesprawiedliwość. Wprost przeciwnie. To właśnie jest sprawiedliwość! Bezwzględna i ostateczna. Nie ma wygranych i nie ma przegranych. Nie ma błąkania się po labiryntach wieczności. Żadnych sądów, żadnych punktów ekstra. Trzask i koniec, każdemu po równo. Nicość. Nirwana. Absolutny brak czegokolwiek. Nie! Nawet nie brak! Bo brak to już jest jakiś stan, stan pożądania, żalu za czymś, czego nie ma. A tu nawet żalu nie ma. Absolutna doskonałość. NIC.

Szwagier ma nie po kolei, ale dzięki niemu przestałam płakać.

Minęło kilka lat, no i jestem teraz taka. Lekka. Jedyny ciężar, jaki w sobie noszę, to masa cząsteczkowa moich komplementarnych zasad.

Zasada pierwsza: Marzenia.

Zasada druga: Cel.

Zasada trzecia: Talent.

Zasada czwarta: Rozwój.

Zasada piąta: zasada piąta jest wymienna z trzecią. Jak brakuje talentu, trzeba się trochę namachać. Kto choć liznął genetyki, zrozumie.

Tak powiedział mój, odnaleziony po latach, Bóg.

6 comments

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s