24.02.2012 Ponure okno salonu

 W życiu obowiązuje jedna zasada. Nigdy nie mów nigdy. A raczej nigdy nie mów, że nie odłączyli ci Internetu. Bo natychmiast to zrobią.

Wracam z pracy i podskakując na drodze prowadzę wewnętrzną polemikę o wyższości duszonych brokułów nad pieczarkami z masłem. Te pierwsze niby zdrowsze, ale jednak pieczarki, proszę przyznać, mają w sobie coś, co może polemikę wywołać. W każdym razie jadę, jestem już blisko, jestem właściwie rzut beretem od domu, już ten dom nawet widzę, gdy nagle coś mi każe gwałtownie przyhamować i porzucić wegetariańskie rozważania.

Ponure okno salonu. Mrok, dziura, grób.

Z początku nie wiem, skąd takie skojarzenia. Skąd niepokój? No okno jak okno – a ja się boję. A ja mam dreszcze na karku. A ja mam na plecach mróz.

Ciemno. Zimno. Głucho. Źle.

Rozglądam się po samochodzie, chwytam komórkę, ale co, myślę, po diabła mi komórka, nic się nie stało, nie mam gdzie dzwonić i po co. Ale dom jakby zły. Dlaczego?

Kruk – khrr – i dalej cisza. Ciemno, czarno, a jednak widać, że ponure okno patrzy. Mrużę oczy, przyglądam się, ponure okno jak przepaść, milczy.  I w milczeniu drenuje mi duszę, lodem przeszywa, mrokiem wypełnia.

Strach.

Biorę komórkę, jednak zadzwonię, pal sześć, choćby do Ewki zadzwonię i powiem o tych brokułach, jakoś ten strach przegonię, o pieczarkach z masłem niemasłem…

Komórka nie działa.

No dobra, myślę, wyładowany telefon, normalna rzecz, wejdę do domu, podłączę, zadzwonię, kto wie,  może nawet uduszę pieczarki… brokuł…

Ale coś mi z tego okna szepcze, coś woła, piszczy, jazgocze… kot? Nie, to szept jak sztylet przenika mi głowę, w głowie się wydziera, że nie wchodź, lepiej nie wchodź do tego domu! Nic! Nie ma! Nie ma, nie ma!

Nie…

Przecież muszę tam wejść, co się dzieje z tym oknem ponurem, czemu ono takie zapadłe, czemu czarcie czarne krucze…?!

I nagle – wiem! Choinka się nie świeci!

W życiu obowiązuje jedna zasada. Nigdy nie mów nigdy. A raczej: nigdy nie mów, że ci nie odłączyli Internetu. Bo natychmiast to zrobią. Wyłączą razem z prądem. I z choinką, co stoi w oknie.

Tu powinnam przerwać, by dać Państwu czas na sarkanie, że niby w lutym, a właściwie w marcu, to choinka nie ten, ale proszę wybaczyć, spieszę się. Od kilku dni nie mam w domu prądu. Właściwie przywykłam. Niedługo się zacznę dziwić na widok żarówki. Z chęcią dołączę do bohaterów Sprawy dla Reportera. Tymczasem korzystam z obcych łącz, źródeł i gniazdek, by wysłać ten wpis. Niczym topielec łapię oddech w odmętach offline-u, by skreślić kilka słów. Dam radę. Bo tego bloga nie przestanę pisać.

Nigdy.

11 odpowiedzi na „24.02.2012 Ponure okno salonu

  1. Znów zapomniałaś zapłacić rachunku?

  2. Co tam prąd, a właściciwie jego brak, skoro JEST kolejny wpis :D

  3. Az mi ciarki po plecach przeszly :) na taki wpis to prad powinien wrocic. Nie zrobil tego? A to ch…. ;)
    A tak poza tym ja chce pieczarki! Wpraszam sie na obiad. O ile z braku pradu, z panujacej wokolo ciemnosci nie udusisz kota zamiast grzybow. Bo chinszczyzny nie lubie ;)

  4. Uważaj, co mówisz, i o co prosisz, bo się spełni.

    Ps Prosiłam, coby nasza blogerka się nawróciła, ku pisaniu.

    I …mówisz – masz:D

    • Sylwia Kubryńska

      Tak, coś w tym jest. Proszę sobie wyobrazić, że wszystko, co piszę – spełnia się w realu. WSZYSTKO. To naprawdę niebezpieczne.

  5. To ja napiszę, że marzy mi się wygrana w LOTTO.
    Nie muszą być miliony. Może być jeden milion;)

Dodaj komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Zmień )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Zmień )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Zmień )

Connecting to %s